- Review: My take on the Android OS and the Galaxy - Android Forums
Android from PalmOS user perspective
W lutym 2007 roku kupiliśmy mieszkanie od znanego (na rynku mieszkaniowym od lat – szef startował do wyborów prezydenckich miasta Szczecina) dewelopera w mieście. Podpisaliśmy zwykłą umowę cywilna, w kwietnia odebralismy lokal, wyremontowaliśmy i czekaliśmy na oddanie budynku i podpisanie aktu notarialnego.
Kolo sierpnia 2007 zaczęliśmy sie niepokoić i zażądaliśmy podpisania umowy przedwstępnej jeszcze raz – tym razem u notariusza (taki dokument daje możliwość zadania oddania mieszkania w sadzie) z zapisaniem terminu oddania budynku do użytku – grudzień 2007. Potem minął grudzień, styczeń, luty… W czerwcu oddano dopiero budynek. Zresztą niezbyt starannie wykończony.
Do września 2008 nic sie nie zmieniło w temacie aktu notarialnego. Na kolejne pisma w sprawie odpowiadana ze akt notarialny będzie, juz juz za chwileczkę. Stwierdziliśmy ze robi sie niebezpiecznie. Poczytaliśmy dogłębniej umowę i okazało sie ze nasza umowa przedwstępną ma okres ważności rok – czyli do grudnia 2008. Po tym terminie deweloper nie ma obowiązku nad oddać mieszkania – a my moglibyśmy sie sądzić latami o nie. Prawniczka powiedziała nam jeszcze ze w paru innych miejscach złamali prawo – np. kazali nam płacić podatek od nieruchomosci, gdy my nie byliśmy jej właściecielami itp.
W listopadzie wyszyły 2 pozwy – o mieszkanie i o odsetki, które okazało sie ze nam sie należą (oczywiście, gdy wysłaliśmy polecenie zapłaty odpisali ze nam sie nie należą). Ustawowe odsetki od kwietnia 2007 do stycznia 2009. W czasie rozpatrywania naszego wniosku podpisaliśmy w końcu akt notarialny. Został pozew o odsetki. Potem dostaliśmy info od prawniczki ze sad bez rozprawy ustanowił sadowy nakaz zapłaty odsetek.
Potem rozprawy …. kolo polowy maja 2009 wyrok ktory przyznaje nam 70% kwoty i cala racje co do naszego pozwu (id tego wyroku oboje się odwołaliśmy i wciąz czakamy na kolejną rozprawe
). Na to nasz kochany deweloper wypowiada nam umowę na pośrednictwo mediów – okazuje sie ze nie tylko pośredniczy on w dostarczaniu nam ich ale i tak sprytnie to wszystko wymyślił ze SEC ZWiK oraz Enea odmawiają nam podłączenia nas bezpośrednio – ze względu na to że urządzenia są własnością dewelopera. Nie zaważając na informacje o tym miesiąc po wypowiedzeniu zgodnie z obietnicą odłącza nam media. Dnia 16 października 2009 budzę sie w domu zimnym, bez prądu wody i ogrzewania.
Ostro zdenerwowana informuje o nekaniu Prokurature oraz Policje która nie bardzo chce nam w czymkolwiek pomóc. Ze względu na niemoc wszelkich władz kontaktuje się z dziennikarzem i opowiadam o naszym zdarzeniu. w miedzy czasie odbywa się rozmowa z deweloperem który potwierdza ze wyłączył nam media specjalnie bo nieporządnym on wyłącza media ! a jeśli wycofamy pozew z sądu o odsetki (sprawy już po wyroku Sądu Rejonowego!) on nam przywróci media i umowe. Wszystko to opowiadamy dziennikarzowi któremu chcąc potwierdzić wersje obu stron dzwoni tez do dewelopera. Ten wszystkiego się wypiera i mówi że media są dostarczane do lokalu (około godziny 15). Od tego czasu wystawia co miesiąc 3 razy (nie zawsze tak samo – z blizej nie wyjasnionych powodów) wiekszą fakture o media – tutułem neumownego korzytania z mediów.
Ten proceder trwa do dziś. Co miesiąc ta sama bajka. Sprawa o niezgodzne z prawem wypowiedzenie umowy (bo deweloper wiedzial że nie mamy możliwości podłączenia się bezpośrednio do mediów – tym samym zostalismy w mieszkaniu bez mediów) trafila z kolejnym pozwem do sądu. W miedzy czasie okazuje się że powstała wspolnota na osiedlu nie ma żadnych praw gdyz zarządca nieruchomości jakim się powołał ten sam deweloper – nie ma żadnych praw. Gdyż posiada udziały budynku jeszcze niewykonanego . Tym samym ma wiekszość i bez niego nie można zrobić nic. Gdy to wyszło na jaw spotkania wspólnoty urwały się – i od maja ani widu ani slychu wspolnoty. Cala sytuacje okupilsmy stresem i lękiem o wlasny dobytek – ktory kupilismy na niemały kredyt.
Najgorsze jest to że prawdę powiedziawszy nie chcemy mieszkać juz w miejscu gdzie się nas szykanuje przez to że dopominamy się własnych praw. Budynek został wykonany niechlujnie, klatki schodowe wyglądają jakby cały czas były w budowie – a zieleń w około budynku woła o pomstę do nieba. Juz 2 lata temu obiecano nam osiedle zamknięte z ławeczkami z placem zabaw a żyjemy na placu nieudolnej budowy od 2007 roku. Nie wspominając o tym że deweloper nie zadbał o miejsca parkingowe i to co dzieje się z samochodami na osiedlu to horror. Nie dziwne że czujemy się nabici w butelkę – gdy ponad 3 lata temu rozwijano przed nami wizję pięknego wprost apartamentowego osiedla.
Jednak na dziś dzień nie możemy nawet sprzedać tego mieszkania bo sprawa mediów nie jest unormowana (sprawa w sądzie się toczy) – wciąż dostajemy tak samo wysokie faktury za media.
Wpis z konkretnej okazji, czyli z okazji BlogDay. Dla wolących po polsku wersja polska (w sumie czemu nie Dzień Bloga?). Do rzeczy:
I to by było tyle, jeśli chodzi o polecanie zawartości mojego RSS. Celowo nie zamieszczałem żadnego z blogów z planet z planet, które czytam i blogów okołokomputerowych - miała być inna tematyka, prawda?
Dowodem na to, şe obecny rok to dla mnie czas zmian, moşe długość mojego milczenia. Dotyczy to nie tylko tego blogu, ale choćby średniego czas odpowiedzi na maile znajomych, który niebezpiecznie zaczyna zbiegać do nieskończoności.
Ale pomińmy milczeniem moje milczenie i pohałasujmy trochę o zmianach.
Pierwsza, która czeka mnie juş w środę to zmiana pracy. Przechodzę do Citrixa, a dokładniej do zespołu zajmującego się Xenem. Na marginesie, Anglicy czytają/wymawiają Xen jako "Zen", co na początku wymagało przyzwyczajenia, w szczególności, şe Zen to Zen. Zakres obowiązków nie zmieni mi się tak diametralnie, jak przy poprzednim transferze, dalej będę SysAdminem. Ale to czym się zajmuje nowa firma bardziej rozpala moją wyobraźnię, a na dodatek będę pracował z ludźmi takimi jak Richard Sharp. Tak na marginesie, to gdy sprawdziłem sobie, şe Richard jest ode mnie o 6 miesięcy młodszy (dokładnie), to dostałem takiego małego egzystencjalnego doła (jak ktoś nie rozumie dlaczego to niech spojrzy na jego CV).
Przyszłość jest podniecająca, ale konieczność porzucenia przeszłości ma lekki posmak smutku. Czas w booking.com to był waşny kawałek mojego şycia. Poznałem wielu naprawdę fajnych, ciekawych i mądrych ludzi. Zaznałem zawiłości pracy z potęşnym (ponad 1000 serwerów) internetowym behemotem, który nigdy nie śpi, ciągle się rozwija (kiedy zaczynałem to było jakieś 500 serwerów) i którego zastopowanie nawet na pół godziny powoduje wymierne straty finansowe. Teraz na Google, YouTuby, Facebooki, MySpace patrzę inaczej. Mogłem zobaczyć jak buduje się imperium biznesowe (kiedy zaczynałem pracę akcje Priceline, firmy matki, warte były jakieś $60, dziś to około $300). Cały ten wzrost w zasadzie opierając się na dość prostych podstawach, regułach i pomysłach, ale... dobrze wyegzekwowanych i wykonanych.
Sam proces szukania nowej pracy, wyglądał trochę inaczej niş poprzednie. Po pierwsze, to praca która dostałem nie zakładając marynarki, nie mówiąc juş o garniturze. Na drugą rozmowę, którą miałem w czasie przedłuşonej przerwy na lunch, to koszule zakładałem w taksówce ;). Po drugie, właściwie to pracy nie szukałem. Jedynie co robiłem to nie spławiałem zawodników, którzy znaleźli moje CV jako ciekawe dla swoich klientów (LinkedIn rulez). Po trzecie, to okazało się, şe HeadHunter naprawdę moşe być pomocnym konsultantem a nie kolejną przeszkodą, która trzeba pokonać na z góry (a moşe z dołu) upatrzoną pozycję.
Dawno temu idąc do pracy i widząc uciekający tramwaj wziąłem Metro. Przeczytałem dość dokładnie. Na tyle, by rzuciło mi się w oczy pewne stwierdzenie...
Wydanie piątek-niedziela 9-11 lipca 2010. Artykuł Anny Milczarek Skąd biorą się dzieci u homoseksualistów . Możemy w nim znaleźć taką perłę:
Ironią losu jest to, że o prawach osób homoseksualnych najbardziej chcą decydować (i decydują!) heteroseksualiści.
Myślę, że idąc tym tokiem rozumowania znajdziemy w otaczającym nas świecie więcej ironii losu (wg Metro!). Przykładowo:
Można pokusić się o wyciągnięcie wzoru ogólnego na ironię losu (wg Metro!):
Ironią losu jest to, że o prawach {dowolna mniejszość} najbardziej chcą decydować (i decydują!) osoby {dopełnienie dowolnej mniejszości do ogółu ludności} .
Maemo5 (which is running on Nokia N900) has application launcher which by default lists all entries in some kind of order. There is a way to move icons but when you have too many of them it becomes not comfortable enough to use.
There are few ways of dealing with it. First was MyMenu application, then Catorise got born and some time later ApMeFo arrived on scene. Few months ago I installed Catorise, hacked it a bit (and got my changes merged) and it was fine. Automatic sorting of applications worked fine, there was a way to force icons to be placed in other categories then default given. Someone even wrote GUI for moving icons from folder to another.
But there was also thing which I started to miss one day — no way to create own categories. Or at least I did not found such one. So I asked on IRC one day and got suggestion to try ApMeFo.
Installed, started GUI and WTF!?! Interface was (still is) disaster. Uninstalled it but promised to get back to it after vacations. And I did. I even keep it installed and use it. But let’s start from beginning.
How did I moved from Catorise to ApMeFo? First made a backup of setup so I could check which application was in which category. Then used ApMeFo to create basic folders and added one app into each of them. Next step was in ViM where I edited all sub menu files to contain entries from Catorise setup, edited order, moved some into other categories.
Now I am waiting for ApMeFo author to return from his vacations as I would like to improve UI a bit but sources present in ‘Extras’ repository are not complete (files are generated from *.ui files saved by Qt Designer).
Related posts:
Używany system ma tendencję do powolnego gubienia miejsca. Niezależnie od tego czy mamy w systemie porządek, czy nie, z czasem przybywa rzeczy, których nie potrzebujemy. Z jednej strony są to bardzo potrzebne pliki, których po prostu szkoda skasować (chociaż tak naprawdę nigdy już ich nie otworzymy), z drugiej nieużywane pakiety, konfiguracje usuniętych pakietów, pliki tymczasowe itp.
O ile z pierwszymi nie bardzo można sobie poradzić inaczej, niż samodzielnie utrzymując porządek (sortowanie do katalogów, kasowanie zbędnych rzeczy) i ręcznie usuwając pliki, to w przypadku tych drugich można sobie pomóc w czyszczeniu systemu różnymi automatami i półautomatami.
Pierwszy złodziej miejsca w systemie to cache apt-a, czyli /var/cache/apt/archives . Leżą tu paczki deb instalowanych pakietów. We wszystkich wersjach, także tych starszych. Praktycznie nigdy nie będą potrzebne, więc z czystym sumieniem możemy je skasować: wajig clean (lub, bardziej kanonicznie apt-get clean).
Drugi popularny złodziej miejsca to locale , czyli różne wersje językowe dla danego programu. Zwykle nie potrzebujemy dokumentacji itp. po hiszpańsku, włosku czy chińsku. Rozwiązanie: localepurge (po uprzednim skonfigurowaniu, fajnie jakby coś jednak zostało...).
Potem można zobaczyć, czy nie zostały w systemie pliki konfiguracyjne po usuniętych pakietach. Przy okazji sprawdzimy, które pakiety zajmują najwięcej miejsca: wajig sizes . Status inny niż installed oznacza, że raczej możemy się pozbyć pakietu w całości, czyli z konfigami ( wajig purge <pakiet>).
Na koniec jeszcze deborphan (albo wersja ładniejsza w curses czyli orphaner) i usuwamy zainstalowane na potrzeby spełnienia zależności niepotrzebne pakiety (głównie biblioteki).
Tu się zwykle sprzątanie kończy. No dobrze, można jeszcze skorzystać z jednego z przydatnych poleceń i spojrzeć, które katalogi zajmują najwięcej miejsca ( du --max-depth=1 -b | sort -n) i ręcznie pousuwać zbędne rzeczy (typu cache googleearth).
Dłużej używane systemy mają tendencję do gromadzenia pakietów z poprzednich wersji (szczególnie, jeśli korzysta się z wersji niestabilnej lub miesza kilka wersji systemu). Można je łatwo wytropić (i usunąć) korzystając z opisanego sposobu : wajig versions | grep -v squeeze.
A dziś odkryłem wisienkę na czubek tortu: BleachBit. Narzędzie jest wieloplatformowe (Linux, Windows) z funkcjami typowo Debianowymi (bardziej Ubuntu pewnie) i zajmuje się takimi cichymi złodziejami miejsca jak cache różnych aplikacji. Poza tym, że sięga tam, gdzie inne automaty nie sięgają, umie też czyścić rzeczy typowo systemowe: wspomniany cache apta, nieużywane lokalizacje (twórcy BleachBit twierdzą, że robi to znacznie skuteczniej, niż localepurge, faktycznie znalazł więcej).
Posiada zarówno miłą klikalną wersję GUI (z której korzystałem) jak i interfejs CLI (nie próbowałem). Do tego dobre podpowiedzi do opcji (ostrzega przed opcjami powolnymi i potencjalnie niebezpiecznymi). Działa bardzo fajnie, więc zdecydowanie polecam, jeśli ktoś planuje porządki w systemie (a chyba każdy prędzej czy później staje przed pytaniem jak odzyskać miejsce w systemie? ). Użycie jest proste: najpierw wybiera się, co chce się usunąć, potem jest podgląd plików do usunięcia (warto spojrzeć co będzie usuwane - wywala np. pliki bak i inne tymczasowe - czasami może tam być coś pożytecznego...). Program dba o prywatność użytkownika - jako opcja dostępne jest nadpisywanie zawartości kasowanych plików przed ich usunięciem.
Jedyne do czego można się przyczepić, to spolszczenie. Zapewne w oryginale był vacuum (bazy danych), a został... odkurzacz. I parę innych kwiatków tego typu, ale IMHO nie rzutuje na całość.
Przy okazji chęci uporządkowania (może rozwoju) mojego μbloga identi.ca pojawił się odwieczny problem: jak znaleźć znajomych w identi.ca (w ogólności: w serwisie mikroblogowym)? Po chwili namysłu stwierdziłem, że najprostszym sposobem szukania znajomych jest przeglądanie znajomych moich znajomych. Skoro ja znam A, a A zna B, to stosunkowo spora szansa, że znam B lub że chcę go dodać do obserwowanych. Podobnie tematycznie - ludzie zwykle obserwują ludzi o podobnych zainteresowaniach.
Najprostszy wariant, ręczny, to otworzenie przeglądarki, otworzenie profili wszystkich znajomych w kartach, następnie dla każdego profilu otworzenie wszystkich obserwowanych. Teoretycznie dobre, w praktyce szybko zrobiłoby się kilkadziesiąt/kilkaset kart, na dodatek z powtarzającymi się profilami. Nie tędy droga.
Ponieważ identi.ca ma API, to postanowiłem sprawdzić, czy nie uda się lekko sobie pomóc skryptem. Okazało się, że w Perlu jest moduł do obsługi API identi.ca o nazwie Net::Identica . Tak naprawdę API identi.ca i Twittera jest identyczne (do Twittera jest Net::Twitter ), ale stwierdziłem, że dodam w systemie dedykowany moduł. Co prawda nie ma go w repozytorium debianowym, ale stosunkowo łatwo go zbudować (po spełnieniu zależności) z użyciem dh-perl-make.
Ponieważ sądzę, że pytanie jak znaleźć znajomych na Twitterze (czy też na identi.ca) zadaje sobie sporo ludzi, postanowiłem opublikować skrypt, może komuś się przyda. W skrypcie należy podać ID usera, od którego ma zacząć poszukiwania, login i hasło. Nie polecam zmieniać poziomu głębokości poszukiwań (domyślnie jest to znajomi znajomych).
Algorytm jest prosty: dopóki nie osiągnie zadanego poziomu głębokości (domyślnie 2 czyli znajomi znajomych), to pobierze wszystkie ID użytkowników będących znajomymi obecnego użytkownika i doda je do sprawdzenia. Z kolei sprawdzanego użytkownika oznaczy jako sprawdzanego (i nie będzie go sprawdzał po raz kolejny). Zaczynamy od wskazanego ID użytkownika (przypuszczalnie własnego).
W zasadzie tyle. Na koniec pobierze i wyświetli dla wszystkich zebranych ID, których nie mamy już w znajomych podstawowe dane - nazwę, link do profilu, opis itp. - raczej wystarczy, by określić, czy chcemy dodać daną osobę do obserwowanych, czy nie. Bonusowo ID użytkownika, który jest zakończeniem najkrótszej (jednej z najkrótszych) ścieżek do nowopoznanej osoby.
W trakcie pojawił się drobny problem - znajomych znajomych było ponad 3k. Przypuszczałem, że jest jakiś błąd w skrypcie, ale po bliższym przyjrzeniu się wyszło na jaw, że winny jest rms (tak, Richard M. Stallman), który obserwuje właśnie tyle osób. Na takie okazje została dodana blacklista - wystarczy podać tam ID użytkownika, którego znajomych nie chcemy sprawdzać (w ogóle).
Na koniec skrypt wyświetli nam podstawowe dane, jak dla mnie wystarczające, by zorienotwać się, czy chcemy dodać kogoś do obserwowanych. Zasadniczo nic nie stoi na przeszkodzie, by dodać ich (po ID) skryptem, ale ja wolę wejść na profil i zobaczyć najpierw, co piszą (tak, oznacza to, że prawdopodobnie niebawem będę intensywniej korzystał z identi.ca, kosztem Blipa).
Skrypt poniżej. Przy okazji być może jest to sposób na nieirytujące zamieszczanie kodu na Blox...
Flattr wszedł wczoraj w fazę open beta, czyli dostępny jest dla każdego, bez zaproszeń. Myślę, że to dobry moment, żeby napisać o swoich odczuciach (chociaż używam aktywnie raptem parę tygodni).
Bezpieczeństwo.W trakcie korzystania nie zauważyłem żadnego potwierdzania klikania linku. Jeśli jesteśmy zalogowani do Flattr w którejkolwiek zakładce i klikniemy na odpowiedni widget (ten bardziej skomplikowany, wyświetlający ilość flattrnięć), to automatycznie dostanie on punkt i oznaczy się jako flattred. Nie widziałem potwierdzania, nie ma możliwości prostego cofnięcia flattrnięcia (przycisk typu undo). Jest tylko możliwość zgłoszenia nadużycia, więc prosto można popełnić nadużycie. Z drugiej strony daną stronę możemy kliknąć tylko raz na miesiąc, więc oszukujący kokosów nie zbije i pewnie zostanie zbanowany. Pewnie pojawią się ataki XSS lub oparte na ramkach - wyświetlanie cudzego contentu pod swoim widgetem. Póki co szanse powodzenia mają znikome - ilość użytkowników i kont jest do ogarnięcia i skontrolowania.
Funkcjonalność.Przydzielanie punktów tylko raz ma swoje wady. Nie mamy żadnej możliwości różnicowania przekazywanych kwot - każdy dostaje tyle samo. Chyba, że flattrniemy znalezisko w kolejnym miesiącu. Niezbyt to wygodne. Za to jest - jak przewidziałem - funkcjonalność analogiczna do Wykopu. Są tagi - określane przez autora rzeczy, jest wyszukiwanie po nich, są rankingi. Trochę jest spełniona funkcjonalność serwisu z bookmarkami - możemy przeglądać rzeczy, które nam się podobały. Podpiąć Flattr można do praktycznie każdego serwisu. W najgorszym wypadku trzeba będzie dodawać rzeczy samodzielnie do Flattr, a na stronie będzie tylko przycisk przenoszący klikającego dalej do serwisu i umożliwiający flattrnięcie. W przypadku Blox - można go zintegrować Flattr w pełni, czyli tak, że wystarczy, że odwiedzający kliknie na widgecie. Rzeczy można dodawać do katalogu ręcznie, albo pojawią się w nim po pierwszym flattrnięciu przez widget (z przypisanymi tagami).
Wady.Największa wada, to mała ilość użytkowników i contentu. Póki co użytkowników jest ok. 30 tys. (ale jest szansa, że teraz, bez upierdliwego procesu zdobywania zaproszenia, ich ilość będzie szybko rosła - dla wielu brak zaproszeń był barierą). Druga wada, związana z pierwszą, to praktycznie zupełny brak treści po polsku. Jeśli ktoś nastawia się na odbiór i zna angielski (lub mniej zależy mu na tekstach, bardziej na oprogramowaniu, muzyce czy grafice), to nie ma to znaczenia. Jeśli ktoś pisze po polsku, to może - póki co - zapomnieć o flattrnięciach - polskich użytkowników jest garstka. Trzecia wada, to koszt. Niestety, narzucona jest miesięczna kwota minimalna (czemu, ach czemu?) i jest ona IMO spora jak na polskie warunki. 2 euro to obecnie 8 zł. Okolice psychologicznej bariery w postaci papiera. Jeśli się to nie zmieni, to sądzę, że popularność w Polsce Flattr będzie miał co najwyżej umiarkowaną.
Dla kogo?Prawie dla każdego. Szczególnie dla anglojęzycznych (i twórców, i odbiorców). Aktualnie jest silny trend wiązania Flattr z wolnym oprogramowaniem i możliwości prostego wyrażenia wdzięczności twórcom. Widać, że działa - są pierwsze efekty w postaci uzyskiwania ok. 25 euro tygodniowo przez twórców wolnego oprogramowania. Być może jest to odpowiedź, jak zarobić na wolnej kulturze i wolnym oprogramowaniu. Trochę przeszkadza tu sztywny podział miesięcznej kwoty, ale za to narzut zarówno pracy, jak i finansowy przy flattnięciach jest - w porównaniu z obecnie dostępnymi metodami przekazywania wynagrodzenia - minimalny.
Przyszłość.W Polsce nie wróżę w najbliższym czasie wielkiej popularności, przynajmniej nie ze strony twórców polskojęzycznych. Ci, którzy tworzą rzeczy niezależne od języka są w znacznie lepszej sytuacji. Twórcy Flattr przygotowali integrację z Facebookiem i Twitterem (nieoficjalnie Identi.ca wkrótce - API jest to samo co twitterowe i spore zapotrzebowanie jest zgłaszane na integrację z tym serwisem), więc jest szansa, że o serwisie będzie głośniej. Jeśli chodzi o twórców open source i wolnej kultury - myślę, że do końca roku będzie z serwisu korzystała spora część z nich. Konkurencji dla Wykopu raczej nie będzie, bo do Wykopu można dodać cokolwiek, do Flattr tylko to, na co zezwoli autor (umieszczając rzecz w katalogu lub dodając widget). Sam serwis raczej nie zniknie - model jest taki, że zawsze Flattr zarabia 10% wpłat użytkowników. Być może (mam nadzieję!) zmieni się to wraz ze wzrostem liczby użytkowników - przy dużej liczbie wystarczyłoby automatyczne jedno flattrnięcie w miesiącu od każdego użytkownika na rzecz Flattr i kwota będzie spora.
I wake up quarter past 6 in the morning. Some time later went to my desktop to check does something happened during night. Usually it means IRC highlights or new emails but today it was something other: network outage.
OK, I told — there are other things to do like buying train tickets, making few calls, breakfast etc. But I returned home 2 hours later and situation did not changed. Cable modem still blinks with “DS” led… After call to isp (UPC) I got information that there are some modernization works in progress and will be ended at the end of hour. But hour later it was still “at the end of current hour”…
As I had to be at work I took my Nokia N900 from pocket and launched X-Chat to give network outage information to my coworkers. And started to think how to fix situation…
Lack of sleeping seats in train forced me to change train so I will take my laptop with me to be in contact during trip. So I had to learn how to use N900 as modem anyway.
So how to do it? Thanks to blog post by Marius Gedminas I had easy way. As I prefer to not have cables hanging and like to have more battery power I had to limit myself to BlueTooth.
Nokia N900 side: installed “bluetooth-dun” package which starts “dund” so “Dial-Up Networking” appears in list of offered services.
Desktop side: BlueDevil detected phone but handles only OBEX and Audio profile ;( Thanks to one of comments on Marius’s blog post I installed “blueman” and used it to connect to N900/DUN service. This allowed me to use NetworkManager to connect to internet.
Laptop side: Also BlueDevil and “blueman” are installed but I did not used them. Instead I altered default routing and got crazy setup: laptop -wifi-> router -ethernet-> desktop -bluetooth-> n900 -gprs-> internet.
Setup works properly. Modem still blinks with “DS” led…
Related posts:
Jest jeden problem z pisaniem w sieci - błędy. Powstają z różnych powodów, od braku w wykształceniu, przez zbyt dużo kontaktu z niechlujnym (ortograficznie) pisaniem, po zwykłe omsknięcie się palca na klawiaturze. O ile Firefox pozwala na sprawdzanie pisowni w textarea, więc zarówno zwykłe litrówki , jak i orty w np. komentarzach na blogach można stosunkowo łatwo wyeliminować (wystarczy instalacja słownika i odrobina myślenia przy wyrazach może, morze, brud i bród), to w przypadku dodawania swoich wpisów tak łatwo nie jest.
A przynajmniej nie jest tak łatwo w przypadku Blox. Bloxer2, choć jest świetnym dodatkiem do Blox, sprawdzania pisowni niestety nie ma, edytor TinyMCE z przeglądarki też eliminuje (przynajmniej u mnie) możliwość sprawdzania pisowni. Jak patrzę na wpisy na Niebezpieczniku , to nie ja jeden mam ten problem i nie jest on zależny od platformy. Zwykłe przeczytanie wpisu niewiele daje, niestety - szczególnie drobne litrówki są trudno zauważalne we własnych tekstach. Skopiowanie treści do czegoś, gdzie sprawdzanie pisowni działa jest z kolei bardzo niewygodne i czasochłonne.
Znajomy ostatnio zwrócił uwagę, że robię mnóstwo litrówek w tekstach (każdemu się wydaje, że ich nie robi, więc po co mu sprawdzanie pisowni...). Postanowiłem sprawdzić, czy nie ma narzędzia, które pozwoli na sprawdzenie poprawności dowolnego tekstu na stronie. W sumie i tak warto zobaczyć jak wygląda tekst po zamieszczeniu, czy jakieś pre nie wyjechało drastycznie itp. W przypadku ręcznego klepania HTML - czy tagi są podomykane. Rozszerzeń do Firefoksa ze spell lub check jest sporo, ale do użytku tak naprawdę nadawało się tylko jedno: Spell Checker.
Bardzo prosty, korzysta ze słowników zainstalowanych w przeglądarce. Pozwala tylko wybrać język i kolor, na który podświetli niepoprawne wyrazy. I tyle. Działa na każdej stronie, więc jeśli ktoś chce tropić błędy u innych, to również się przyda. Jedyną wadą jest powolny rozwój - do niedawna była dostępna tylko wersja dla Firefoksa w wersji 3.5.x, dopiero w ostatnich dniach pojawiła się wersja działająca także z Fx 3.6.x. Polecam.
Pisałem o sprzątaniu pakietów w systemie Debian przy okazji upgrade'u. Rozwiązanie tyleż skuteczne, co nieeleganckie, szczególnie ten dpkg, awk, perl, grep i wajig na dokładkę.
Dziś, przy okazji innego taska ( jak znaleźć pakiety nie z określonej wersji zamiast poprzedniego jak znaleźć pakiety nie mające kandydata w określonej wersji ) pokazałem tamto rozwiązanie na kanale IRC i dostałem pytanie czemu nie apt-show-versions?
No właśnie, czemu nie? Po prostu wtedy pisałem na szybko, z założeniem, że raz to uruchomię i niech sobie nawet kwadrans działa... Jedynym powodem dla którego nie użyć apt-show-versions jest istnienie managera pakietów wajig , który ma nakładkę na to polecenie, czyli wajig versions (i tak trzeba mieć apt-show-versions zainstalowane, ale łatwiej zapamiętać).
Czyli, jeśli chcemy wyświetlić pakiety, które nie są zainstalowane z Debiana Squeeze, wystarczy:
wajig versions | grep -v squeeze#!/bin/sh
min=`date "+%M"`
while [ 1 ]
do
~/test.sh
while (($min==`date "+%M"`))
do
sleep 10
done
min=`date "+%M"`
done
One more thing which might be interesting for some. I used infinite loop based on this blog entry.
by Wawrzyniec Niewodniczański (noreply@blogger.com) at 16:32
Przy okazji niedawnej informacji o benchmarku Debiana z kernelem Linux i Debiana z kernelem FreeBSD wywiązała się dyskusja nt. mitycznej większej szybkości FreeBSD vs. Linux. Jako przykład nierzetelnej informacji nt. porównania Linuksa i FreeBSD pojawił się przykład tej stronki. Faktycznie, niekompetencja tego porównania jest ogromna, stąd wpis.
Zdaję sobie sprawę, że stronka jest przestarzała, ale... jest (cała dokumentacja do FreeBSD jest równie aktualna?). A część błędów w porównaniach była aktualna zawsze. Zarzuty (tylko tam, gdzie IMO Linux zyskał niezasłużenie niższą ocenę niż FreeBSD):
Zastanawiam się, jak obecnie wygląda propaganda FreeBSD? Nadal jest równie "rzetelna"? Jeśli chodzi o binarne sterowniki, to przykład "dobrego wsparcia sprzętu" i "stabilnych sterowników binarnych" opisywałem w tym wpisie o Opensolaris, FreeBSD i Linuksie.
When I was walking though Prague with my beloved wife the world was celebrating 25th anniversary of Commodore Amiga.
First time I met Amiga in early 90′s. My friends had Amiga 500/500+ models and another one (Rafał Kotyński) just bought Amiga 1200 to replace ageing Commodore 64. And due to him I got impressed by power of AmigaOS and how much things could be done on limited resources.
In September 1995 I bought Amiga 600. It was old at that time but allowed to connect hard drive which I bought on 10th October same year. Why I remember that date? My A600 lacked RTC so each time I booted system it set date of creation of system partition as current one. With 1MB of RAM and ~400MB of storage it was nice platform to learn programming.
My first application was written in High Speed Pascal and it was very simple antivirus as lot of my files was infected with “Happy New Year 1996″ crap. I remember that I compared clean and infected file, disassembled both and removed all entries to virus code. Some time later I got Virus-Z and it cured whole system.
After few years I sold a bit upgraded version (2MB ram) and kept hard drive for Amiga 1200 model. New hardware, new possibilities. Faster cpu, more graphics capabilities which I did not used because my primary display was still 12″ green monitor which I used with my 8bit Atari 65XE in a past. 704×260 resolution was not so great so when something got broken again I bought “new” display for my machine: 14″ vga mono monitor. Move to 720×480 in 16 shades of grey was big change.
I selected all shades to follow MagicWB colour scheme as much as it was possible and converted wallpapers using script in ADPro. Effect was nice and usable.
For most of time I used this computer for programming, entertainment and many others but games (which for many people were main reason to buy Amiga) never took most of my time. There were two exceptions: Civilisation and Angband (including variants). Those took me hours and hours.
What I liked in Amiga was operating system. When it appeared on market there was MacOS, Atari TOS and Microsoft did not yet had usable Windows released. Many things were great:
And lot more.
I wrote few applications for AmigaOS. Some of them became popular and I was able to expand my computer with addons with money which I got from registrations (yes, I wrote shareware program). It started with 68000/1MB ram when I had to close code editor (great CygnusEd) to be able to compile to 68040 cpu with 64+2MB of memory at the end. AmigaE was language which was both easy to use and powerful to write programs never mind how complex. Add few libraries to it and you can do anything. Today even ‘hello world’ takes few kilobytes on my Linux system ;(
I could buy 386sx instead of Amiga 600 but then all I would learn would be how to do things in MS DOS or MS Windows 3.x as there was no x86 people around which would use Linux, BSD or OS/2. This would be lost years as now after few years of using AmigaOS I know what good operating system can give to hardware when resources are very limited.
A dla tych, co dotarli do końca polecam także post napisany przez Opiego.
Related posts:
W końcu udało mi się zintegrować Flattr, czyli serwis do mikropłatności i Blox. Nie było to takie proste, na jakie wyglądało, więc pozwolę sobie zamieścić krótkie howto.
Pierwsza sprawa, to dodanie prostego javascriptu do Ustawienia -> Wpisy -> Dodaj pod każdym wpisem . Niestety, Blox ma buga i tagi typu {tytul} są rozwijane tylko przy pierwszym wystąpieniu. Przynajmniej w javascripcie. A akurat pola tytuł to ja już używam...
Podpatrzyłem obejście z widgetów Wykopu i Facebook, które wstawia Blox - skoro to javascript, to można się odwołać do tytułu przez encodeURIComponent(document.title); Bingo. No prawie, bo nadal nie działa. Nadal nic nie mówiący Error w widgecie Flattr.
Doładowałem konto na Flattr i postanowiłem dodać wpis ręcznie, z tymi samymi parametrami. Okazało się, że zmienna flattr_dsc jest obowiązkowa, a tymczasem wywaliłem ją, bo nie miałem pomysłu, co tam wstawić.
Ostatecznie działający kod wygląda następująco:
<script type="text/javascript"> var flattr_uid = '10901'; // TWOJE Flattr ID var flattr_tle = encodeURIComponent(document.title); // Tytuł strony var flattr_dsc = 'Blox blog entry ID: {id}'; // nie jestem pewien, czy musi być unikatowe, ale tak - będzie var flattr_cat = 'text'; var flattr_lng = 'pl_PL'; // skoro Blox, to pewnie po polsku piszesz var flattr_tag = '{tagi_b}'; // lista separowanych przecinkiem tagów var flattr_url = '{link}'; // link do wpisu </script> <script src="http://api.flattr.com/button/load.js" type="text/javascript"></script>Gdyby ktoś wykorzystywał już zmienną {link} to najprawdopodobniej zamiast niej użyć encodeURIComponent(location.href); Oczywiście zadziała tylko w javascript.
Parametrów jest nieco więcej, opisane są w API Flattr , można choćby zmieniać wygląd przycisku na compact.
Nie jest zupełnie różowo - nie działa mi w jednym wpisie. Podejrzewam, że przez to, że był dodany ręcznie, z identycznymi parametrami. Nie widzę też wpisów dodanych w My latest things. Być może zmieni się to, gdy ktoś flattrnie wpis.
This week I spent in the Hildon Old Town hotel in Prague as Ubuntu Platform Sprint took place there. Linaro project was part of it.
It was good time. I met many developers, connected faces to nick names (as usual) and wrote some patches. Today it looks like my work items for Maverick alpha3 release are “done” — all changes are reported as bugs, linked to my “cross compiler packages” blueprint and discussed with proper developers. The goal of my work is “armel cross compiler” package in Ubuntu Maverick. I know that there are people in team which will make use of it when it becomes available.
But for next event I really need to take isolating headphones as there are too much noise in room — few groups of people speaking, air condition etc.
Evening events were interesting — I met Czech developers from OpenEmbedded project, had occasion to listen to Nicolas’s Pitre stories about his developer experience and long discussions on many different subjects. And of course Czech beers ;) Too bad that main one here is Pilsner Urquell as I can buy it in any local shop in Szczecin. But they also had Staropromen which was quite ok.
Prague is nice city. I did not made lot of sight-seeing but this weekend I will spend with my wife Ania so it will be done ;D We plan to see some of popular places and try to find those less popular ones but due to time limits there will be some left for next visit.
Related posts:
Obiecałem sobie, że po roku korzystania z Blox zrobię porządne porównanie obu platform blogowych z którymi miałem do czynienia, czyli Blox i Jogger. Pierwszy opis był na gorąco, drugi jakoś po kwartale, teraz pora na ten właściwy.
Użytkownicy.Obie platformy pozwalają na dodanie kolejnych użytkowników. W przypadku Blox mogą oni być typu czytelnik, użytkownik, administrator , przy czym dwaj ostatni mogą zamieszczać notki, a ostatni dodatkowo zmieniać ustawienia i wygląd. W przypadku Joggera: czytelnik i administrator. Dodatkowo Jogger pozwala na ustawienie poziomów dostępu dla wpisów i użytkowników - część wpisów może być widoczna dla wszystkich, a pozostałe tylko dla określonych grup użytkowników. Blox to tak naprawdę wybór między blogiem publicznym a takim dla zamkniętej grupy userów.
Kontrola komentarzy.Większość rzeczy opisanych we wpisie po kwartale użytkowania nadal jest aktualna. Jeśli chodzi o zabezpieczenia przed niechcianymi komentarzami i użytkownikami, to nadal Jogger nie ma nic sensownego do zaoferowania (można blokować konkretne IP, można wymusić komentarze tylko zalogowanych), a Blox ma chyba wszystko, co można wymyślić - od moderowania trackbacków i komentarzy, przez blokady na IP (wildcard) czy login, co w połączeniu z wymuszeniem zalogowania do serwisu przed dodaniem komentarza jest skuteczne. Plus Blox ma listę administracyjną (loginy, hosty, słowa zabronione), którą można włączyć, jeśli ktoś chce gotowca, a nie chce tego pilnować samodzielnie. Oba serwisy oferują captchę dla niezalogowanych, w przypadku Joggera jest prostsza (nawet zbyt prosta - kiedyś sprawdzałem i prymitywny automat trafia na niektórych blogach nawet w połowie przypadków), ale użytkownik ma możliwość zmiany jej parametrów. W przypadku Blox jest trudna (wręcz zbyt trudna) i użytkownik nie ma wpływu na jej wygląd. Oba serwisy pozwalają na określenie wyjątków w sposobie ochrony dla pojedynczych wpisów. Jeśli komuś zależy na kontroli komentarzy i trackbacków, to zdecydowanie powinien wybrać Blox - Jogger nie gwarantuje kontroli, istnieją proste sposoby na obejście istniejących blokad.
Kategorie wpisów i tagi.Obie rzeczy występują na obu platformach, ale na obu mają wady. W przypadku Blox jest wsparcie dla tagów w samym systemie, ale... jest też limit na ilość tagów. Niestety niski (dla mnie zbyt niski), bo 250 per blog. W praktyce robią się z tego takie mini - kategorie, a nie po prostu tagi. Znaczy niby jest, ale nie do końca. Jogger nie limituje w żaden sposób ilości tagów, ale też w żaden sposób system ich nie wspiera. Przypisałeś sobie tagi do wpisu i co z tego? Masz je przypisane, ale nic to nie daje. Bez zewnętrznego systemu ani rusz. Tak czy inaczej korzystam w obu przypadkach z niezbyt niestety żywego (ale nie całkiem martwego) Folksr. Jeśli ktoś może polecić serwis podobny do Folksr, to poproszę info (nie, nie szukałem, lenistwo wzięło górę).
Edycja i wygląd.Jeśli chodzi o możliwości zmian wyglądu, ustawień itd., to Jogger pozwala praktycznie na wszystko, bo jeśli chodzi o notkę, to edytujemy goły HTML (lub Markdown), a korzystamy z wbudowanych tagów i HTML (szablony). Wymaga to jednak sporo czytania opisu tagów, dumania nad ich właściwym zastosowaniem i poznania tychże wbudowanych tagów. Plus, niektórych tagów zwyczajnie brakuje - np. nie ma możliwości podania tekstu do wpisania na jabberze w celu śledzenia komentarzy do konkretnej notki bez zabaw z JS. Z kolei na Blox można w niewielkim - choć dla wielu wystarczającym - zakresie dostosować wygląd po prostu przez wybór opcji w menu. Mamy też niewielkie (ale tak naprawdę całkiem wystarczające) możliwości dodawania własnych fragmentów kodu HTML w szpalcie bocznej oraz pod każdym wpisem. W tym ostatnim polu możemy korzystać także z kilku wbudowanych tagów (nowość, ostatnio tego nie było), dzięki czemu można wprowadzić jakąś interakcję z użyciem tytułu wpisu, daty, tagów itp. Przydatne. Pojawiła się też możliwość skorzystania z zupełnie nowego szablonu w Blox. Niestety, do tej pory nie doczekałem się instrukcji (były jakieś zawirowania z jej powstawaniem), więc nic więcej nie napiszę, bo z braku czasu na domyślanie się i eksperymenty nie testowałem. Upraszczając: Jogger to pełna kontrola nad wyglądem (porównywalna z własnym hostingiem), Blox - większość rzeczy jakoś da się zrobić (przynajmniej optycznie), choć czasem będzie to trudne.
Miejsce.Jogger jako platforma blogowa czegoś takiego jak miejsce nie oferuje, po prostu. Bo jak inaczej nazwać 1 MB (jeden megabajt) powierzchni? Starczy na 5-10 fotek. Podstawowe skrypty, jakieś drobiazgi. Jeśli chcesz zamieszczać np. zdjęcia - musisz korzystać także z innego serwisu (np. Flickr). Blox oferuje - przynajmniej teoretycznie, patrząc na to ogłoszenie - nielimitowaną powierzchnię - 30 MB na starcie i wzrost maksymalnie 5 MB tygodniowo. Za to pozwala na zamieszczanie tylko wybranych typów plików. Jeśli ktoś chciałby dodawać zdjęcia bezpośrednio na bloga - zdecydowanie Blox, choć pojawiły się głosy, że dla niektórych nawet te 25-50 zdjęć tygodniowo to mało.
Dodawanie wpisów.Jeśli chodzi o zamieszczanie wpisów i komentarzy, to Blox oferuje szeroki wachlarz możliwości dodawania wpisów - poprzez przeglądarkę i wbudowany edytor (z możliwością wyboru edytora od gołego HTML po bardziej WYSIWYG), przez SMS, MMS, maila. Istnieje też - IMO całkiem fajny, choć niewolny od wad - bloxer2, którego recenzję popełniłem i z którego od tamtej pory korzystam. Wsparcie dla jabbera w Blox jest szczątkowe niestety (tylko jabber.gazeta.pl) i raczej się to nie zmieni ze względu na niszowość zapotrzebowania (hmm, naprawdę? blip, identi.ca i inne μblogi mają, statystyk wykorzystania co prawda nie znam, ale...). Z kolei Jogger to albo wbudowany edytor, albo jabber (do wszystkiego, od wpisów po komentarze) i oczywiście klepanie gołego HTML (jest podgląd, ale nie działa idealnie). Jeśli komuś bardzo zależy na jabberze, to zdecydowanie Jogger. Jeśli interesuje kogoś coś poza jabberem, chce mieć WYSIWYG - tylko Blox.
Zarabianie na blogu.Jeśli chodzi o modny ostatnio temat czyli zarabianie na blogu (dla jednych to poważny temat, dla innych po prostu kolejne a co to jeszcze w tej sieci mamy?), to Jogger oferował integrację z Linklift (używam czasu przeszłego, bo Linklift co prawda ostatnio odżył, ale za to AFAIK wypiął się na dotychczasowe automaty, więc wsparcie jest iluzoryczne), a Blox defaultowo umożliwia umieszczanie reklam Adtaily. Oczywiście do Joggera można także podpiąć Adtaily, ale nie wystarczy po prostu przeklikać opcji, jak to ma miejsce w Blox. Praktyka pokazuje, że zarabiać można blogach na obu platformach. Plus Joggera dla myślących poważniej o zarabianiu jest taki, że można podpiąć własną domenę. Z drugiej strony przykład Kominka pokazuje, że wcale to nie jest potrzebne (oraz, że wspólna platforma blogowa wystarcza i tak do czasu)...
Rozwój.Jogger w obecnym kształcie jest platformą nierozwijaną (jak przyznają autorzy od dwóch lat praktycznie nikt nie dotykał kodu), Blox żyje stałym, niespiesznym rytmem, pojawiają się nowe - mniej lub bardziej przydatne - funkcjonalności. Widać to porównując blogi obu platform: Jogger i Blox.
Pisząc to podsumowanie nie wypada nie wspomnieć o zapowiedzianej nowej wersji czyli Jogger 3.0. Niestety, poza zapowiedzią powstania i tym, że prace trwają niespecjalnie coś wiadomo (a chętnie podlinkowałbym tu jakiś raport z prac, ale nic takiego się oficjalnie nie pokazało). Ma być lepiej, w szczególności więcej narzędzi do moderowania po stronie autora bloga i być może mniej wtrącania się ze strony autorów serwisu. Tyle przynajmniej usłyszałem w rozmowie z jednym z autorów Joggera. Oczywiście, jeśli 3.0 ujrzy światło dzienne, bo na oficjalnym blogu Joggera nadal zero informacji.
Z drugiej strony w rozmowie o 3.0 nadal widoczne było podejście, że autorzy blogów "nie są u siebie" i jakieś związanie autorów platformy blogowej z treścią na serwisie, nawet jeśli to czyjeś komentarze czy blogi. Dla mnie dyskwalifikujące - zgadzam się, że nie wszystkie wpisy muszą trafiać na główną, ale jeśli autor chce trollować z jakiejś marki sprzętu, obuwia, opisywać swoje poranne wypróżnienia, rozwiązania programistyczne czy pisać poezję - jego sprawa, jego wolność. Dopóki nie narusza prawa, oczywiście. Neutralność platformy blogowej to fragment neutralności sieci (modny temat ostatnio).
O wolności na Joggerze miałem nie pisać, i pisać nie zamierzam, ale... Z jednej strony autorzy Joggera twierdzą, że moderują wyłącznie zgodnie z regulaminem (i tych intencji nie neguję), z drugiej strony patrząc moimi oczami wygląda to inaczej, moderacja i sankcje nie są równe dla wszystkich użytkowników. Porozmawialiśmy prywatnie, przy okazji kolejnego szumu o trolle, myślę że zupełnie bez emocji i na luzie. Z jednej strony rozumiem intencje i akceptuję cele, z drugiej strony totalnie nie zgadzam się z metodami, oraz postrzeganiem niektórych spraw.
Wpis jest bezpośrednią odpowiedzią na ten wpis i komentarze do niego. Nie polecam czytania wyrwanego z kontekstu.
Założenie, że np. ulice są neutralne wyznaniowo jest naciągane (o tym dalej), a proponowanie pentagramu (który nie jest symbolem religijnym, nawiasem) w kościele jako analogii do zamieszczania krzyży w miejscu "neutralnym wyznaniowo" to totalne nieporozumienie - kościół nie jest neutralny wyznaniowo w żadnym razie, z założenia.
Podobnie nie przemawia do mnie "pójście na ślub znajomych" - ślub (w kościele) to uroczystość religijna i w przypadku chrześcijaństwa - sakrament. Zasadniczo osoba niezwiązana z daną religią nie ma tam czego szukać - tak samo jak w przypadku chrztu czy bierzmowania. W przypadku wersji niereligijnej ślub odbywa się w USC.
Przyjąłbym oglądanie architektury czy badania naukowe jako wytłumaczenie, ale wtedy tak naprawdę wyznawcy danej religii robią grzeczność niewiernym, udostępniając miejsce kultu, więc chamstwem jest domaganie się dodatkowych praw dla swojej religii z tytułu grzecznościowego bycia wpuszczonym na teren prywatny. Jestem w stanie przyjąć uczestniczenie w uroczystości religijnej na zasadach grzecznościowych, tj. z poszanowaniem/chwilowym przyjęciem miejscowych zasad i zrzeczeniem się roszczeń wobec własnej religii.
Czemu ulice nie są neutralne wyznaniowo? Przydałby się jakiś antropolog kultury czy ktoś taki do wytłumaczenia, ale tak naprawdę IMO im bardziej cofniemy się w czasy przedmonoteistyczne, tym więcej oznak kultu (para)religijnego w niewydzielonych miejscach zobaczymy. Jakieś totemy, drzewa, kamienie, święte zagajniki itp. Potem zamieniły się w wolnostojące krzyże, kapliczki itp., ale nigdy nie było tak, że przestrzeń publiczna była neutralna wierzeniowo. Na danym terenie dominowały znaki religijne lokalnej społeczności. Coś jak obecnie napisy ("Legia pany", "HWDP")/symbole (obecnie mniej popularne, kiedyś swastyka, pacyfka, A w kółeczku) na murach. Takie oznaczanie terenu, odpowiednik obsikiwania w wydaniu zwierząt.
Które to oznaczanie ma się dobrze i teraz, tylko w miastach nieco rzadziej mamy do czynienia z symbolami religijnymi, a częściej jest to manifestowanie przekonań społecznych i przynależności do subkultur. Wspomniane napisy dotyczące klubów sportowych, preferencji muzycznych, "zakaz pedałowania", "miasto to nie firma", "HWDP", ghost bike'i (tak, rowerzystów uważam za szczególnie rozpasaną, nie szanującą obowiązujących zasad - poruszanie się po chodnikach w sytuacjach niedozwolonych - i naruszających prawa innych - pieszych - grupę) - to wszystko są symbole i oznaczenia terenu manifestacją przekonań.
Forsowanie zakazu umieszczania symboli religijnych w miejscach publicznych odbieram więc jako nie faktyczne dążenie do zapewnienia neutralności przestrzeni publicznej, a jako próbę podstępnego wykorzystania neutralnego prawa do osłabienia symboli dominującej grupy tak, aby własne symbole (często umieszczane w świetle prawa nielegalnie - patrz napisy na murach czy ghost bike'i) były bardziej widoczne. Takie dążenie do tego samego.
Jak pokazuje historia, możliwe są dwa (niewykluczające się) scenariusze - konfrontacja (nierzadko krwawa) oraz stopniowe przejęcie wierzeń i symboli. Na razie mamy do czynienia głównie z konfrontacją ustną.
Narzędzi do zarządzania pakietami w Debianie jest sporo: poczynając od graficznego synaptic , poprzez zalecane, ale niekoniecznie powszechnie używane - szczególnie przez administratorów na serwerach - aptitude , po nieśmiertelnego apta i dpkg . Nie ma co ukrywać, mimo swoich wad apt jest popularny i używany. Jednak nie tylko prędkość ma nienajlepszą, funkcjonalność także pozostawia nieco do życzenia.
Nie można korzystać z jego pomocą z lokalnych pakietów deb - wymaga, by były w repozytorium. Oczywiście w takim wypadku można się posiłkować dpkg (to zawsze można), ale... statystyki ilości zużywanego przez pakiety miejsca i inne bajery nadal będą nieosiągalne. No i trzeba pamiętać, czy chcemy skorzystać z apt-get, apt-cache, apt-file czy jeszcze innego polecenia.
Dawno, dawno temu odkryłem wajig , czyli nakładkę na apta i przyległości oraz dpkg . Co prawda wymaga Pythona (plus, do niektórych funkcjonalności potrzebne będą inne programy zewnętrzne), co oznacza, że obecnie w wersji podstawowej systemu potrzebne będą Perl i Python, ale za to pozwala na wszystko to, na co apt , plus wiele bonusów. IMO sprawdza się doskonale zarówno na desktopie, jak i na serwerach. Najważniejsze i najciekawsze moim zdaniem możliwości wajig:
Jeśli ktoś do tej pory korzysta z apt , to polecam zainteresować się managerem pakietów wajig - wygodniejszy i znacznie większe możliwości. I oczywiście można korzystać wymiennie z apt lub dpkg, jeśli zajdzie potrzeba.
Dla tych, którzy wolą klikać niż pisać, istnieje Gnome JIG (polecenie gjig ), czyli graficzna nakładka na wajig. Nie korzystałem, więc tylko sygnalizuję istnienie.
Polecana lektura:
Odkąd mieszkam w Poznaniu, poruszam się niemal wyłącznie pieszo i przy pomocy MPK. Jak tu przyjechałem i zobaczyłem, jakie są korki i organizacja ruchu, to stwierdziłem, że auta nie ma sensu tutaj mieć. I jestem tego zdania do dziś. Najpierw do pracy chodziłem pieszo, ale odkąd zmieniliśmy siedzibę, trzeba dojeżdżać. Potem zmieniłem miejsce zamieszkania i tak jakoś się jeździło, jeździło...
Obecne upały były dobrym powodem do przemyślenia strategii dojazdu. Teoretycznie mogę dojeżdżać dwiema różnymi liniami, przy czym jedna wypada koło dobrze zaopatrzonego sklepu (ale idę po odsłoniętej patelni wg Google maps - 700m), a druga koło małych sklepików (może nieco mniej odsłonięte, też 700m), gdzie czasem jest to, co chcę, czasem nie ma. Plus, na najkrótszej trasie jest często klepisko, nie chodnik.
Ostatnio testuję wariant pośredni - 900m wg Google maps, ale za to miejsce takie, że jeżdżą obie linie, a około jednej trzeciej do połowy trasy jest zacienione. I nadal przechodzę przez dobrze zaopatrzony sklep. I mam chodnik cały czas.
Teraz część najlepsza. Aktualnie każda z linii jeździ co 15 minut (kiedyś wydaje mi się, że jedna z linii jeździła częściej). Z przesunięciem o 5 minut między sobą (tj. raz jest 5 a raz 10 minut przerwy między kolejnymi tramwajami). Przejście 700m wg google maps to ok. 8 minut (i zgadam się z tym, głównie za sprawą niesłychanie skopanych świateł), 900m - 11 minut (trochę nie rozumiem ichniej matematyki, ale niech będzie). Średni czas oczekiwania na tramwaj przy dojeździe tylko jedną linią to 7,5 minuty, a maksymalny 15 minut. Przy wariancie z dwiema liniami jest to odpowiednio 3,75 minuty i 10 minut. Łączny czas potrzebny na wejście do tramwaju to 15,5 minuty średnio i 23 minuty maksymalnie w wariancie z jedną linią i 14,75 minuty średnio, a 21 minut maksymalnie w wariancie drugim.
Jak widać, opłaca się chodzić tam, gdzie są 2 linie, zamiast jednej. Lepszy jest i średni, i maksymalny czas dojazdu, droga jest utwardzona, przyjemnie zacieniona i jest po drodze sklep. I tak, musiałem to policzyć, na czuja nie wystarczy!
W niedawnym wpisie szukałem czegoś, co potrafiłoby scrobble'ować do libre.fm i umiało odtwarzać radio internetowe i Jamendo. Jak to napisałem:
Ideałem byłoby coś, co potrafi scrobble'ować i radia internetowe, i dobrze obsługującego zwykłe albumy z dysku, i Jamendo. W sumie kolejność Jamendo -> radia -> albumy z dysku, bo jakoś nie jestem fanem trzymania wybranej kolekcji (co innego odtwarzacz).Okazuje się, że się da (generalnie), co więcej, jest to bardzo proste, eleganckie i wydajne. Wykorzystać trzeba MPD (odtwarzanie), GMPC (sterowanie) oraz mpdscribble (scrobble'owanie; wspiera libre.fm, jamendo i last.fm jednocześnie). W Debianie (testing AKA Squeeze) wystarczy:
wajig install gmpc mpd gmpc-plugins mpdscribbleI zmiany w plikach konfiguracyjnych. Nieco bardziej użytkownikocentryczne i wymagające więcej pracy podejście jest opisane w tym wpisie, bardzo ładnie opisującym konfigurację mpd i mpdscribble , na który na szczęście szybko (w sumie od razu) trafiłem. Ja robiłem bardziej po debianowemu, z wykorzystaniem istniejących plików konfiguracyjnych, a nie per użytkownik. Zaleta taka, że prościej, mdp i mpdscribble wstają przy starcie systemu, od kopa, a z komputera i tak tylko ja korzystam.
Nie działa mi tylko - póki co - obsługa Jamendo (znaczy samej playlisty, scrobblera nie sprawdzałem, ale pewnie działa, bo to inny pakiet). Wygląda na jakiś błąd w pluginie do GMPC - zamiast utworów w playliście lądują fragmenty URLi. Ale wiem, że się da (tzn. pod Ubuntu działa).
Z dużych zalet - wygląda, że poprawnie scrobble'uje radio (przynajmniej opisane kiedyś Radio Baobab). No i jest leciutkie (jakieś 10% procesora dla radia), zwłaszcza w porównaniu z playerami webowymi libre.fm czy Jamendo. Jak dla mnie - miodzio. :-)
Dzień, w którym wstajesz sobie spokojnie rano, zaparzasz kawkę i siadasz do kompa podziwiając piękne słoneczko nie musi wcale być taki fajny. Rzut oka na telefon, a tam jakieś nieodebrane. O siódmej rano. Z dyżurnego telefonu adminów! W liczbie 7!!!
No dobrze. Oddzwońmy. Okazuje się, że wywaliło serwer, na którym są wirtualki. Bywa. W zasadzie - kiedyś musiało się wydarzyć. Praktycznie wszystko jest dublowane, więc tak naprawdę nie działają tylko 2 usługi - jedna niekrytyczna a nawet nieistotna i jedna wewnętrzna (i nie do końca w naszej gestii).
A potem okazuje się, że to dzień, w którym to, co miało ratować - niszczy, B udaje, że nie stało się nic, są tacy, którym jest lepiej i tacy, którym jest gorzej, A załatwia niemożliwe (i w dobrej cenie!), zakupy można zrobić szybko w miejscach mało oczywistych, wydzielone dla poszczególnych usług klasy adresowe, które można wyroutować szybko gdzie indziej to Dobra Rzecz i wcale nie chodzi o jedną maszynę.
Na koniec dnia okazuje się, że to wszystko jednak potrwa, bo RAID to nie cudowne rozwiązanie wszystkich problemów z dyskami i czasem więcej z nim problemów, niż można by przypuszczać, a wszystko przedłuża się na piątek.
Myśl dnia: nic tak nie przygotowuje do usuwania awarii jak usuwanie awarii.
I use KDE since 2004 (do not remember which version it was). Lot of things changed during that time. But not my X11 session use.
Since beginning of my Linux use (in 2000) I use one set of virtual desktop. Their amount changes from time to time but there are always at least 4 of them (six at the moment):
Terminal application changes from time to time. First it was GNOME-Terminal from GNOME 1.4, then Konsole, xterm, uxterm, rxvt-unicode, eterm and few others but after experimenting with many I stayed with Konsole. It has tabs so allows me to run many sessions in one window. Some of tabs have “screen” attached as this allows me to quickly get another shell in working directory and also easy way to log any output (“tee” sometimes got blocked). With recent KDE 4.x changes I started to using “window grouping” to split tabs related to other tasks from main terminal. This gives me one terminal window on screen with few tabbed windows in it which can have own tabs which can have screen sessions in them. May sounds strange but it works. And I always have screen with “irssi” running in it (on local or remote machine).
As editor I use gVim mostly. I kind of mastered it and do not feel good in Kate, Eclipse, JEdit or other “so called normal” editor. Never tried Emacs but do not plan to.
During UDS-M when I told that I am using MPlayer for all videos reaction was interesting. I got list of modern video players (mostly GStreamer based ones) which I should switch to. But I really do not see a need for it. MPlayer maybe is pain in the ass sometimes but it plays everything I have, adds subtitles in a way which I like, has controls on keyboard which I remember and allows me to seek instead of fast forwarding during watching film. Ok, on devices like BeagleBoard I probably can get better results with GStreamer based apps but thats due to codecs which can use DSP.
I never liked Konqueror — always used Gecko based browser. It was Galeon 1.x in past, Phoenix/Firebird/Firefox later, Chromium now. Tried Opera (UI never managed to integrate with look&feel of my desktop) and few other browsers. Chromium is nice but has some drawbacks. Maybe some will be fixed/changed.
Even removable storage I most of time handle with “pmount” command. It works fine for me and I do not like to have all my pendrives/memory cards/etc to be auto mounted. How will I notice which is which in situation when I plug 2 same ones… And UUIDs or filesystem labels are not solution probably. But maybe I will change that in next months.
But back to desktops. KDE 4 has widgets on desktops, activities and few other buzz words. I do not use them. Ok, panel has few widgets integrated but it is still panel. I simply do not see a use case on my desktop for most of widgets. Even after trying them.
So if someone wonder why I do not use something which “everyone is using” then I hope that I gave an answer.
Related posts:
Z programów napisanych w Javie korzystam raczej rzadko (wyjątkiem jest bloxer2, którym od dłuższego czasu wrzucam tu wpisy), więc nie zauważyłem tego wcześniej. Debian w wersji Squeeze, Java z repozytorium (wersja 6.20-dlj-1).
Jedna ze stron nie mogła załadować appletu i rzucała:
load: class VncViewer.class not found [różności]Ta sama aplikacja nie działała wcześniej na samodzielnie robionej Javie od Sun, z kolei działała (i nadal działa) na różnych wersjach Javy w Debianie Lenny. Na szczęście coś mi świtało, że ogólnie jest problem z IPv6 w Javie, szybkie gógiel potwierdził, więc pozostało znalezienie, co trzeba zmienić. Dobrzy ludzie z IRCa pomogli ( !java ipv6), więc przybliżę rozwiązanie.
Winne jest zmienione domyślne ustawienie dla IPv6 w Debianie Squeeze. Okazuje się, że błąd jest zgłoszony, a działanie sieci pod Javą przywraca (tzn. w części aplikacji, niektóre działają bez problemu) ustawienie w pliku /etc/sysctl.d/bindv6only.conf:
net.ipv6.bindv6only = 0Odkąd pamiętam zawsze korzystałem z programów ze stajni KDE. Po pierwsze, były wystarczająco szybkie, po drugie, odpowiadał mi look & feel. No i oczywiście świetna funkcjonalność. Stąd, jeśli szukałem jakiegoś programu, to najpierw sprawdzałem, czy nie ma wersji dla KDE. Stąd używanie konsole, kcalc, akregator, kdm, kalarm, knotes, kate , kdiff3.
Tak było dla KDE w wersji 3. W KDE4 trochę się pozmieniało, zmienił się też sprzęt (na starszy), na pewne rzeczy z konieczności zacząłem bardziej zwracać uwagę. Pierwszą zmianą była zmiana środowiska graficznego - jakoś LXDE bardziej mi leży, a ma wszystko, czego potrzebuję więc... czemu nie?
Popatrzyłem, popatrzyłem i... knotes nie używam, kalarm nie używam. Kate w domu nie używam, kdiff3 - nie było potrzeby jakoś. Tak naprawdę przy KDE trzymały mnie 3 rzeczy: kdm, akregator, konsole.
Kdm został już jakiś czas temu zastąpiony przez slim (zaczęło się od linka do tematów graficznych dla Squeeze ), który po prostu daje radę - logowanie nie jest tak paskudne jak w xdm, tworzenie tematów jest bardzo proste, działa...
Wczoraj wyleciał akregator (na rzecz liferea ). Nie jestem pewien, czy definitywnie, ale wszystko wskazuje, że tak. Wyleciał, bo wersja z KDE4 była jakaś taka przyciężkawa. Trudno to sprecyzować, po prostu wersja z KDE3 działała jakby szybciej, tak samo szybciej działa liferea (to akurat widać w top). I tym sposobem dziś odintalowałem pakiet kdebase.
Z programów codziennego użytku został konsole - w wersji z KDE4 bardzo fajnie działa i nie mam zastrzeżeń żadnych. Kcalc też został, ale kalkulatorów jest masa i jakoś nie mam ciśnienia, by go zastępować czymś innym, tym bardziej, że uruchamiam go bardzo rzadko. Kate i kdiff3 też są na dysku, ale jakoś nieużywane.
Wszystko wskazuje na to, że także na innych desktopowych maszynkach po upgrade do Squeeze, jedną z pierwszych rzeczy, które zrobię będzie wajig remove kdebase.
Za parę godzin rozpocznie się cisza wyborcza. Moim zdaniem największa porażka (kompromitacja, fail, zwał jak zwał) obecnego systemu prawnego. Obok obowiązku meldunkowego i obowiązku posiadania dowodu osobistego, rzecz jasna, ale o tym innym razem.
Dlaczego? Ano dlatego, że to rozwiązanie totalnie nie przystaje do obecnych realiów i opiera się na sytuacji sprzed kilkunastu - jeśli nie kilkudziesięciu - lat. Wtedy być może miało jakiś sens, ale w dobie globalnej wymiany informacji sensu nie ma żadnego. Możliwości wyegzekwowania - również nie. Wiedzą o tym wszyscy, szczególnie, że przy którychś wyborach Gazeta Wyborcza opublikowała sondaż w... sobotę, w trakcie ciszy wyborczej. IIRC świadomie, zostali zreszą ukarani najwyższą przewidzianą karą finansową, która pewnie i tak była śmiesznie niska w porównaniu z zyskami z nakładu. Nasi niezwykle inteligentni prawodawcy oczywiście wyciągnęli wnioski i... podnieśli karę. Efekt? GW już nie opublikuje sondażu! No pełen sukces!
Tylko co z tego? W sieci sondaży (i agitacji) jest masa. I nie tylko takich zamieszczonych wcześniej (te są dozwolone), ale także takich publikowanych w trakcie formalnego obowiązywania trwania ciszy. Przykładowo, żeby daleko nie szukać, ta ankieta. Legalna? Pewien nie jestem, bo głosowano (i publikowano wyniki) w trakcie trwania "ciszy". Przy tym w pełni w .pl, bo o różnych cudach zamieszczanych w "zagranicznym Internecie" (choćby na Facebooku) nawet szkoda pisać. O obejściach w stylu zmiana treści wpisu czy publikacja (bzzzt! wrong! zmiana koloru tła z identycznego z tekstem na kontrastowy, jakimś automatem w JS starczy) wcześniej napisanego wpisu na blogu też.
Jeśli dobrze rozumiem, nikt nie zabrania paradowania w koszulkach z różnymi napisami w trakcie wyborów? Dziwnym by było, gdyby zabraniał, bo koszulka z sondażem na pewno została przygotowana wcześniej...
Tak czy inaczej, cały ten przepis dotyczący ciszy wyborczej można obierać na dwa sposoby: albo jest to furtka do zatrzymywania wybranych, "nieprawomyślnych" agitujących, albo ktoś nie wyzbył się snów o totalnej cenzurze (tu: sieci). Bo w to, że prawodawcy są na tyle niepoważni, żeby nie widzieć absurdu tego przepisu udaję, że nie wierzę. Aha, za jakże skuteczną "nowelizację" przepisów (niezwykle ważnych) po "wybryku Wyborczej" zapłaciliśmy my, obywatele, z podatków.
Some time ago developers from Linaro asked me to provide cross compilers which will target ARM. I did setup two (amd64 and i386) chroots with maverick and started builds.
Result is available at my are of people.canonical.com server as normal APT repository. Currently I provide gcc-4.4, gcc-4.5 and binutils there + all ARM libraries which are needed. And this is bare toolchain — you can build kernel with it or hello.c but if you want something more complicated then you will need additional libraries.
Building of those toolchains was easy. Much more time consuming was improving packaging rules. I merged all cross ones into native related so (according to diffstat) over 1600 lines were removed. And that was not all — I am finding new things each day so lot of rebuilds happen. Thanks to Matthias Klose (also known as doko) who is Debian/Ubuntu gcc maintainer all those changes were reviewed, fixed, improved, accepted and released in last versions of “gcc-4.4″ and “gcc-4.5″ packages in both those distributions.
Related posts:
Two months ago I bought my first television set: 42″ Panasonic plasma. And as TV without cable is not so useful I also got cable TV with their set top box. One of features which STB has is possibility to record TV shows. It also automatically record during watching so pausing film just because of something is not a problem.
But watching already recorded TV shows gives me strange feeling… That’s because of a way of moving backward/forward in the film. It works like in old video tape devices :(
When I am watching films on my computers I am using MPlayer for it. On cursor keys + PgUp/PgDn ones I have seeking for 10s/1m/10m which is immediately jump. On set top box I got fast forwarding instead which does not allow me to quickly jump over commercials or part of previous show which got recorded before main show. Same problem appears on Philips MCD-712 player which I use to watch DVD/DivX/Xvid films. It gives x1/2/4/8/16/32 playing speed but no seeking to which I am used.
I wonder when vendors will notice that more and more customers never used tape based devices (never mind video or audio ones).
Related posts:
Some time ago I mounted my old monitor to the wall and configured my system for dual head. With NVidia 7300GT card setup was easy — Twinview handled it quite ok after fixing configuration so panels were properly setup and located:
But after few days I decided that enough is enough. From time to time I had X11 session where maximizing window == placing it on two monitors (which was pain when second one was off or switched to BeagleBoard output). I do not have to add how uncomfortable it was…
So after discussion with few friends I decided to give a chance to ATI and bought Radeon HD5450 card. It is nearly cheapest card on that chipset (I bought DDR3 one instead of cheap DDR2 one) but it feels faster then GeForce 7300GT which I was using before.
But dual head setup is still a problem. Ok, X11 can now start without “/etc/X11/xorg.conf” file (I needed it with NVidia card) but after X session start I need to use XRandR to:
And then I have few strange things in system:
So it looks like in near time I will continue fight with creation of proper “xorg.conf” file to get my displays configured properly out-of-box. I wonder when situation will change as it looks now that there is no standardized way to tell which display is which in configuration file (both panels are Samsung, both give “SAM” as name in EDID).
Related posts:
Z kronikarskiego obowiązku - od dłuższego czasu dostępna jest wersja 3.6 Rockboksa. Lista zmian w Rockbox 3.6 nieimponująca, dla mnie godne uwagi jest jedynie New iMDCT library that improves battery life while playing Ogg Vorbis, WMA, AAC, ATRAC3, Cook, and AC3. Opisany sposób powiadamiania o nowych wersjach Rocboksa działa. Nie aktualizowałem wcześniej, bo akurat na urlop zmykałem.
Przy okazji zauważyłem, że w libre.fm pojawiła się opcja Listen i wydaje się robić dokładnie to, czego chciałem - pojawia się webowy player i można sobie słuchać danego gatunku. No, nie całkiem gatunku, bo tagiem jest to określone, ale to nawet lepsze rozwiązanie. Jeśli do tego scrobble'uje (po zalogowaniu) to już całkiem przyjemnie. Przydałby się (o ile już nie ma) jakiś zaawansowany (tak naprawdę nic zaawansowanego, podstawy statystyki) algorytm, który np. polecałby muzykę zbliżoną do tej, której użytkownik słucha dużo, ale inną. Dobraną na podstawie podobnych użytkowników i ilości odsłuchiwanych przez nich utworów.
Jakiś czas temu uruchomiłem parę sztuk OpenWrt na routerach Linksysach WRT54GL. Wybór dystrybucji na router podyktowany był głównie tym, że OpenWrt ma spore zaplecze w postaci pakietów z różnymi aplikacjami przygotowanych do bezpośredniego uruchomienia, wśród nich także pakiety Zabbix (nie wiem po co serwer, ale klient się przydaje), czyli niezłego IMO systemu monitoringu.
Niestety, dla przynajmniej w przypadku Kamikadze 8.09.1 po zainstalowaniu zabbix-agent nie działa. Konfig wygląda OK, skrypt uruchamiający jest trywialny, ale po
/etc/init.d/zabbix-agent startnie pojawił się żaden proces Zabbiksa. Nie tak szybki debug (trick ze zmianą położenia logów był całkiem skteczną przeszkodą - wyglądało jakby ich nie było, a o strace na OpenWrt można zapomnieć) ujawnił, że plik konfiguracyjny ma prawa 600 i właściciela root , a tymczasem proces zabbix-agent jest uruchamiany z użytkownika zabbix. Rozwiązanie to oczywiście:
chmod +r /etc/zabbix/zabbix_agentd.confPo tym działa jak trzeba.